Przekaż darowiznę

Trzynaście lat temu lekarze zdiagnozowali u naszego 6-letniego wówczas synka czaszkogardlaka. To rzadki, ale łagodny nowotwór umiejscowiony w głowie. Konieczna była operacja. Przez kilkanaście lat było wszystko w porządku. Żyliśmy w miarę normalnie, choć syn ma też zdiagnozowaną padaczkę lekooporną i niedoczynność przysadki. Konrad uwielbiał jazdę na rowerze i grę w piłkę nożną. Wszystko to jednak skończyło się niemal dokładnie rok temu…

30 października 2018 roku serce naszego syna nagle się zatrzymało w trakcie diagnostyki w szpitalu. Lekarzom udało się przywrócić mu rytm, ale pierwsze dni były bardzo trudne. Nie dawano mu szans. Nasze ukochane dziecko balansowało na cienkiej czerwonej linii – granicy między życiem, a śmiercią. Ze ściśniętym żołądkiem obserwowaliśmy odczyty elektronicznych maszyn, które pilnowały każdego oddechu i każdego uderzenia serca…

Konrad zapadł w śpiączkę, a my nie wiedzieliśmy, czy w ogóle się obudzi. Jego serce było bardzo osłabione, tak jak i odporność. Pierwszy miesiąc stał pod znakiem ciągłych infekcji i zakażeń. Ciągle coś było nie tak, jak powinno. Czasami nie spaliśmy całymi nocami, a jak już się udawało choć na chwilę przymknąć oczy, to zawsze w nieskończonym strachu, że po otwarciu, syna już z nami nie będzie…

Nasze życie toczyło się między szpitalem a domem. Chcieliśmy jak najwięcej przebywać z synem, bo nikt nie dawał nam gwarancji na poprawę jego stanu zdrowia. Dzięki pomocy specjalistów Konrad małymi krokami wraca do sił. Największym szczęściem dla nas – rodziców był moment, gdy syn po tych wszystkich trudnych miesiącach wypowiedział słowa „mama” i „tata”. Wtedy uwierzyliśmy, że jeszcze może być dobrze. Do tego jednak potrzeba długotrwałej i mozolnej rehabilitacji…

Opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem jest bardzo kosztowna. Żeby odzyskać utraconą samodzielność, syn musi być ciągle usprawniany przez najlepszych specjalistów, a to wiąże się z ogromnymi wydatkami. O niczym innym już nie marzymy, jak tylko zobaczyć Konrada, który znów chodzi. Prosimy, pomóż naszemu synowi w powrocie do zdrowia. Sami nie damy rady…

Rodzice Konrada