Wesprzyj Fundację Votum
1) Dane osobowe darczyńców będą przetwarzane przez Fundację VOTUM zgodnie z Polityką prywatności oraz Zasadami dokonywania darowizn.
2) Zasady przetwarzania danych osobowych darczyńców przez PayU S.A. są określone w Zasadach płatności PayU, do których link udostępniony jest na etapie wyboru sposobu dokonania płatności.
Przed wypadkiem – „Moje życie miało kolor”
Nazywam się Barbara Geisler. Zanim wydarzył się wypadek, miałam życie, które było
naprawdę moje. Nie było wielkie ani wyjątkowe, ale było pełne małych rzeczy, które
kochałam i które nadawały sens każdemu dniu.
Każdego ranka wstawałam o własnych siłach. Otwierałam okno, patrzyłam na świat i
myślałam: „Dziś też coś zrobię”. Kocham przyrodę. Uwielbiałam prace ogrodowe —
sadzenie, podlewanie, przycinanie. Zapach ziemi przynosił mi spokój. Ogród był moim
rytuałem, moim miejscem, moim światem.
Miałam swoje koleżanki. Spotykałyśmy się na kawie, czasem na ciasto, a czasem po
prostu po to, by porozmawiać. Śmiałyśmy się, plotkowałyśmy, opowiadałyśmy sobie
historie. Mój głos był wtedy mocny, wyraźny, pełen życia. Lubiłam mówić i lubiłam
słuchać.
Najbardziej kochałam morze. Urodziłam się w nadmorskim mieście Świnoujściu.
Wyjazdy nad morze były moją ucieczką od codzienności. Szum fal, wiatr i zapach soli
dawały mi poczucie wolności, spokoju i szczęścia. Czułam się tam tak, jakbym wracałado swoich początków.
Miałam też swoje pasje. Malarstwo – farby na palcach, pędzel w dłoni i kolory, które
układały się w coś mojego. Książki, szczególnie kryminały – zgadywanie zakończeń,
analizowanie szczegółów, wciąganie się w opowieść. Kino i teatr – historie innych ludzi,
które mogłam przeżywać, komentować i zapamiętywać.
Moje ciało było sprawne. Moje myśli były jasne. Mój głos był silny. Moje życie składało się
z małych, pięknych rzeczy – i właśnie one czyniły je pełnym.
Po wypadku — „Mój świat się zatrzymał”
A potem wydarzył się wypadek. W jednej chwili zniknęło wszystko, co było moje.
Teraz leżę. Moje ciało nie słucha mnie tak, jak kiedyś. Nie mogę wstać, przejść kilkukroków ani zrobić samodzielnie tego, co dawniej było oczywiste. Każdy ruch wymaga
pomocy. Każdy dzień zaczyna się od czyjejś dłoni — nie mojej.
Na mojej skórze pozostały blizny po operacjach. Patrzę na nie i wiem, że są śladami
walki, której nie wybrałam, ale przez którą musiałam przejść. Moje ciało jest słabe, zmęczone i kruche.
Moje myśli czasem płyną wolniej. Zdarza mi się gubić wątek. Potrzebuję więcej czasu, by zrozumieć, odpowiedzieć, połączyć fakty. Nie jestem już tą samą osobą, którą byłam
przed wypadkiem.
Najbardziej boli mnie utrata głosu. Tracheostomia odebrała mi coś, co było częścią mojej osobowości. Mój głos jest teraz słaby, chropowaty i niepewny. Czasem prawie go nie ma. Kiedy próbuję mówić, brakuje mi siły. Anemia i ogólne osłabienie sprawiają, że
komunikacja stała się ogromnym wysiłkiem, a czasem jest po prostu niemożliwa.
Przez to zniknęły moje relacje, rozmowy i spotkania. Nie dlatego, że nie chcę być z ludźmi. Tylko dlatego, że już nie mogę tak, jak dawniej.
Nie ma już prac ogrodowych. Nie ma wycieczek nad morze. Nie ma kawy z koleżankami.
Nie ma malowania, książek, kina ani teatru. Moje pasje zatrzymały się razem ze mną.
Mój świat skurczył się do łóżka, opieki i zmęczenia. Do ciszy, która nie jest wyborem, lecz
konsekwencją.
„To, co straciłam, to nie tylko sprawność. To moje
życie.”
Byłam kobietą, która miała swoje rytuały, pasje, miejsca i rozmowy. Teraz jestem kobietą,
która walczy o każdy dzień – zależną od innych, pozbawioną dawnej swobody, głosu,
ruchu i codzienności.
To jest moja historia. Moje życie przed. Moje życie po. Moja strata. Moja walka.
Rehabilitacja, która jest konieczna, bym mogła odzyskać chociaż część utraconego żyia, to ogromne koszty. Bardzo prosze o Wasze wsparcie.
